Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hush. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hush. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 13 lipca 2015
wtorek, 9 czerwca 2015
Od Huch CD Dean'a
Wyszliśmy we dwójkę na korytarz.
- To bez sensu - mruknęłam, poprawiając bandaż. - Mamy się pozbyć zombie, ale teraz nie możemy ich zabijać - prychnęłam. - Ukrywają coś przed nami - westchnęłam, zaplatając ręce na piersi. - Póki co będziesz mógł zjeść co najwyżej ciasto z zombie.
- Chyba sobie odpuszczę - odparł ze smutkiem. Spojrzałam na niego kątem oka, uśmiechając się. Dałam mu lekkiego kuksańca w bok.
- Nie smuć się. Upiekę ci ciasto, jak tylko będę mogła. Dobra. Teraz tylko pytanie, gdzie jest ten cały Danny. - Stanęłam na środku skrzyżowania dwóch korytarzy. Naszą rozmowę najwyraźniej podsłuchał przechodzący obok chłopak.
- Danny? Musicie wejść piętro wyżej. Ma ostatni pokój po prawej - wyjaśnił i ruszył dalej. Spojrzeliśmy po sobie. Wzruszyłam ramionami, wchodząc po schodach. Dotarliśmy do końca korytarza.
- Błagam. Niech będzie normalny - szepnęłam błagalnie, chwytając za klamkę. - Nie chcę żadnych świrów od broni. Normalny człowiek... - Otworzyłam drzwi. W środku panował niezły syf. Wszędzie walały się kartony i broń. Pełno broni. Powietrze było ciężkie, przesycone smrodem papierosów.
- Kim jesteście? - Spytał wysoki blondyn z przepaską na oku. W kącie ust trzymał ćmika, który tlił się jasnoczerwonym żarem. - Lena was przysłała?
- Tak - odpowiedział Dean, wchodząc głębiej do pomieszczenia.
- Cho*era by ją trafiła - zaśmiał się. - W sumie coś o was wspominała. Dla ciebie miało być to... - z jednej z wielu stert na podłodze, wyciągnął kaburę z bronią. Wyciągnął srebrny pistolet. - Tu ładujesz, naciągasz i strzelasz - pocisk uderzył pół metra od mojej twarzy. Odskoczyłam, potykając się o jakieś pudło.
- Porąbało cię człowieku?! - Zawołaliśmy jednocześnie. Poczułam jak kąciki ust mimowolnie unoszą mi się do góry.
- Przecież widzę gdzie strzelam - prychnął, sięgając po łuk. - To dla ciebie. Łap. Gdzieś tam powinny leżeć strzały - machnął w kierunku kolejnej sterty za drzwiami. Po chwili poszukiwań odnalazłam kołczan. W tym czasie Dean kłó... dyskutował o czymś z Dannym. Nagle blondyn zaśmiał się głośno.
- Karabin ostatni raz na oczy widziałem przed wybuchem. Spiep*zajcie dzieciaki, bo się wku*rwię. - Warknął, gasząc papierosa o ścianę.
- Przyjemniaczek - mruknęłam, kiedy tylko zamknęły się za nami drzwi. - I szaleniec.
- Wariat - dodał Dean, chowając broń. Mimo otaczających nas ciemności, wyszliśmy z budynku. Jęknęłam, patrząc w stronę jeziora.
- Ktoś nam zajumał łódkę - wskazałam na pusty brzeg. - Znowu czeka nas droga dookoła.
- Nauczę cię pływać. Nie wiem kiedy, ale nauczę - westchnął Dean, pocierając skronie. - Ryzykujemy latarki czy idziemy na ślepo?
- Wolę iść po ciemku niż natrafić na coś pokroju tamtego dobermana - odparłam, idąc w stronę drzew. Czekała nas długa wędrówka.
***
W drodze do miasta zaatakował nas tylko wielki pająk, z którym bez problemu sobie poradziliśmy. Zaczynało świtać, kiedy weszliśmy między pierwsze budynki. Przed nami pojawiła się grupa zombie.
- Te możemy zabić co nie? - Spytałam, naciągając łuk.
- Była mowa tylko o tych przy wejściu - odpowiedział Dean z uśmiechem, wyciągając swoją broń. Kilka minut później wszystkie leżały trupem. Tym razem dosłownie.
- Myślisz, że pozwolą nam na chwilę zejść pod ziemię? - Spytałam, wyszarpując strzały z łbów zombie. Były najwyraźniej wykonane z lepszego materiału, bo wyglądały na nienaruszone. - Dałabym się pokroić za kubek herbaty lub kawy. A ty za ciasto - mrugnęłam do niego, nie kryjąc uśmiechu. - Pomyśleć, że dopiero wczoraj sami stamtąd wyszliśmy...
Dean? ^^
Etykiety:
Hush
poniedziałek, 8 czerwca 2015
Od Hush CD Lizzie
- Długo już tu jesteś? - Spytała Lizzie.
- Kilka dni - westchnęłam. - Już zaczęłam robić sobie kłopoty. - Postukałam się w bok głowy. Dziewczyna posłała mi pytające spojrzenie. - Małe spotkanie z mutantem. Wielki doberman. Uderzyłam w drzewo.
- Ouu... Musiało boleć - mimowolnie skrzywiła się lekko.
- Trochę. Teraz wiem, że to było głupie - zapatrzyłam się w psa, biegnącego wesoło przed nami. - Nie boisz się, że one...
- Nie - Lizzy pokręciła głową. - Bright potrafi o siebie zadbać. Prawda? - W odpowiedzi owczarek zaszczekał wesoło. Pokiwałam tylko głową. Dalej szłyśmy w ciszy. - Co dokładnie robi zwiadowca?
- Chodzę. Patroluję - wzruszyłam ramionami. - Obserwuję. Potem wracam, piszę raport do Leny. Ewentualnie coś tłumaczę a potem spadam. Często chodzę do lasu, o ile nie mam za dużo na głowie. - Znowu umilkłam. Przed nami wyrosła trójka zombie. - Nawet spokojnie do domu nie można dojść - na jednego z nich rzuciła się Bright. Pozostałe zabiłam razem z Lizzy. - Musimy przyśpieszyć. Siedziba jest dość daleko a jeszcze musimy obejść jezioro. Nie chcę zostawać tutaj na noc - poczułam jak przeszedł mnie dreszcz. Ruszyłam powolnym truchtem przed siebie.
- Kilka dni - westchnęłam. - Już zaczęłam robić sobie kłopoty. - Postukałam się w bok głowy. Dziewczyna posłała mi pytające spojrzenie. - Małe spotkanie z mutantem. Wielki doberman. Uderzyłam w drzewo.
- Ouu... Musiało boleć - mimowolnie skrzywiła się lekko.
- Trochę. Teraz wiem, że to było głupie - zapatrzyłam się w psa, biegnącego wesoło przed nami. - Nie boisz się, że one...
- Nie - Lizzy pokręciła głową. - Bright potrafi o siebie zadbać. Prawda? - W odpowiedzi owczarek zaszczekał wesoło. Pokiwałam tylko głową. Dalej szłyśmy w ciszy. - Co dokładnie robi zwiadowca?
- Chodzę. Patroluję - wzruszyłam ramionami. - Obserwuję. Potem wracam, piszę raport do Leny. Ewentualnie coś tłumaczę a potem spadam. Często chodzę do lasu, o ile nie mam za dużo na głowie. - Znowu umilkłam. Przed nami wyrosła trójka zombie. - Nawet spokojnie do domu nie można dojść - na jednego z nich rzuciła się Bright. Pozostałe zabiłam razem z Lizzy. - Musimy przyśpieszyć. Siedziba jest dość daleko a jeszcze musimy obejść jezioro. Nie chcę zostawać tutaj na noc - poczułam jak przeszedł mnie dreszcz. Ruszyłam powolnym truchtem przed siebie.
<Lizzy?>
Etykiety:
Hush
Od Hush CD Lizzie
- Kim jesteś? - Dziewczyna spojrzała na mnie nieufnie. Lekko położyła dłoń na głowie owczarka.
- Jestem Hush - przedstawiłam się, podchodząc do dziewczyny. - Lizzy prawda? Masz bardzo odważnego psa - uśmiechnęłam się do niej.
- Dzięki. Skąd znasz moje imię?
- Lena poinformowała mnie, że mają wysyłać jakiś nowych - zaczęłam. - Przechodziłam nieopodal i postanowiłam popatrzeć. Kim jesteś?
- Zwiadowcą - odparła, głaszcząc psa za uchem.
- Miło będzie z kimś chodzić - zaśmiałam się. Gdzieś za moimi plecami rozległ się hałas. - Lepiej stąd chodźmy - chwyciłam ją za nadgarstek i pociągnęłam w stronę budynków. - Idziemy do siedziby czy wolisz się trochę rozkręcić? - Zapytałam z szelmowskim błyskiem w oku, spoglądając przez ramię. W miejscu gdzie jeszcze przed chwilą stałyśmy, zebrała się grupka zombie i Giant- Pająk.
- Jestem Hush - przedstawiłam się, podchodząc do dziewczyny. - Lizzy prawda? Masz bardzo odważnego psa - uśmiechnęłam się do niej.
- Dzięki. Skąd znasz moje imię?
- Lena poinformowała mnie, że mają wysyłać jakiś nowych - zaczęłam. - Przechodziłam nieopodal i postanowiłam popatrzeć. Kim jesteś?
- Zwiadowcą - odparła, głaszcząc psa za uchem.
- Miło będzie z kimś chodzić - zaśmiałam się. Gdzieś za moimi plecami rozległ się hałas. - Lepiej stąd chodźmy - chwyciłam ją za nadgarstek i pociągnęłam w stronę budynków. - Idziemy do siedziby czy wolisz się trochę rozkręcić? - Zapytałam z szelmowskim błyskiem w oku, spoglądając przez ramię. W miejscu gdzie jeszcze przed chwilą stałyśmy, zebrała się grupka zombie i Giant- Pająk.
<Lizzie?>
Etykiety:
Hush
Od Hush CD Dean'a
- I nie nazywaj mnie księżniczką - poprosiłam, rozglądając się. - Idziemy dookoła?
- Chyba nie mamy wyjścia - westchnął Dean, zakładając buty. Ruszyliśmy w drogę.
- Myślisz, że jest bardzo duże?
- Nie wygląda na takie. Ale na pewno stracimy trochę czasu. O ile przeżyjemy... - Dodał po cichu pod nosem.
- Damy radę - powiedziałam bardziej do siebie niż do niego. Zawsze dawałam, więc teraz też dam.
- W to też nie wątpię - lekko przechylił głowę. Nagle stanął. - Też to słyszysz?- Zaczęłam nasłuchiwać. Z oddali dobiegało coś jakby szczekanie psów, połączone z innym,. dziwnym dźwiękiem. Zaklęłam pod nosem, biegnąc przed siebie. Chłopak po chwili do mnie dołączył
- Jak myślisz? Mutus czy Giant? - Wysapałam, przeskakując nad jakimś pniem.
- Mutus - Odparł, wyprzedzając mnie odrobinę. Mimo że biegliśmy w lesie, ziemia była miejscami śliska. Straciłam równowagę, potykając się o jakiś kamień. Upadłam, jednak po chwili zerwałam się z ziemi, uciekając dalej. - Wszystko okej?
- Potknęłam się - wyjaśniłam, wycierając dłonie o spodnie. - Moim zdaniem to Giant.
- Robimy zakład? - Spytał nonszalancko, przystając i wyciągając dłoń w moją stronę. Zawahałam się tylko na chwilę. Też się zatrzymałam, klepiąc w jego rękę.
- O co? - Nałożyłam strzałę na cięciwę.
- To się jeszcze zobaczy - wzruszył ramionami, wyjmując nóż. Kroki zbliżały się. Słychać było trzask pękającego pod naciskiem zwierzęcia drewna. Spomiędzy drzew wyskoczył wielki doberman, z dwoma rzędami ostrych zębów i długim językiem. Jedna strzała utkwiła w jego nodze a druga w potężnej piersi. To chyba jednak go nie powstrzymało. Zawył głośno i rzucił się na naszą dwójkę. Zobaczyłam tylko masywny ogon z pozlepianą sierścią, lecący w moją stronę. Nie zdążyłam nic zrobić. Poczułam uderzenie i poleciałam na drzewo. Tył głowy eksplodował bólem. Jęknąłem głucho, łapiąc się za bolące miejsce. Dean jakoś sobie z nim radził. Cięcia były szybkie, ale nie za głębokie. Chwiejnie uniosłam się na nogi, wyjmując nóż
- Raz się żyje - szepnęłam, wskakując mu na plecy. Chwyciłam się mocno nogami, wbijając ostrze w głowę zwierzęcia. Zeskoczyłam, zanim zwalił się na ziemię. Spojrzałam na Dean'a, uśmiechając się lekko.
- To było głupie - westchnęłam, łapiąc się za głowę. - Chodźmy już.
***
Po przyjściu do siedziby głównej, zostałam od razu skierowana do prowizorycznego skrzydła szpitalnego. Na szczęście nie stało mi się nic strasznego. Jedynie mocne obicie. Jakaś dziewczyna założyła mi opatrunek. W między czasie dowiedziałam się, że drugi chłopak, który z nami przyszedł - Diego, nie żyje. Dopadły go zombie. W drodze do pokoju natknęłam się na Dean'a.
- Jak głowa? - Spytał.
- Nie jest źle. Nic mi nie będzie - uśmiechnęłam się. - To co z zakładem?
- Chyba nie mamy wyjścia - westchnął Dean, zakładając buty. Ruszyliśmy w drogę.
- Myślisz, że jest bardzo duże?
- Nie wygląda na takie. Ale na pewno stracimy trochę czasu. O ile przeżyjemy... - Dodał po cichu pod nosem.
- Damy radę - powiedziałam bardziej do siebie niż do niego. Zawsze dawałam, więc teraz też dam.
- W to też nie wątpię - lekko przechylił głowę. Nagle stanął. - Też to słyszysz?- Zaczęłam nasłuchiwać. Z oddali dobiegało coś jakby szczekanie psów, połączone z innym,. dziwnym dźwiękiem. Zaklęłam pod nosem, biegnąc przed siebie. Chłopak po chwili do mnie dołączył
- Jak myślisz? Mutus czy Giant? - Wysapałam, przeskakując nad jakimś pniem.
- Mutus - Odparł, wyprzedzając mnie odrobinę. Mimo że biegliśmy w lesie, ziemia była miejscami śliska. Straciłam równowagę, potykając się o jakiś kamień. Upadłam, jednak po chwili zerwałam się z ziemi, uciekając dalej. - Wszystko okej?
- Potknęłam się - wyjaśniłam, wycierając dłonie o spodnie. - Moim zdaniem to Giant.
- Robimy zakład? - Spytał nonszalancko, przystając i wyciągając dłoń w moją stronę. Zawahałam się tylko na chwilę. Też się zatrzymałam, klepiąc w jego rękę.
- O co? - Nałożyłam strzałę na cięciwę.
- To się jeszcze zobaczy - wzruszył ramionami, wyjmując nóż. Kroki zbliżały się. Słychać było trzask pękającego pod naciskiem zwierzęcia drewna. Spomiędzy drzew wyskoczył wielki doberman, z dwoma rzędami ostrych zębów i długim językiem. Jedna strzała utkwiła w jego nodze a druga w potężnej piersi. To chyba jednak go nie powstrzymało. Zawył głośno i rzucił się na naszą dwójkę. Zobaczyłam tylko masywny ogon z pozlepianą sierścią, lecący w moją stronę. Nie zdążyłam nic zrobić. Poczułam uderzenie i poleciałam na drzewo. Tył głowy eksplodował bólem. Jęknąłem głucho, łapiąc się za bolące miejsce. Dean jakoś sobie z nim radził. Cięcia były szybkie, ale nie za głębokie. Chwiejnie uniosłam się na nogi, wyjmując nóż
- Raz się żyje - szepnęłam, wskakując mu na plecy. Chwyciłam się mocno nogami, wbijając ostrze w głowę zwierzęcia. Zeskoczyłam, zanim zwalił się na ziemię. Spojrzałam na Dean'a, uśmiechając się lekko.
- To było głupie - westchnęłam, łapiąc się za głowę. - Chodźmy już.
***
Po przyjściu do siedziby głównej, zostałam od razu skierowana do prowizorycznego skrzydła szpitalnego. Na szczęście nie stało mi się nic strasznego. Jedynie mocne obicie. Jakaś dziewczyna założyła mi opatrunek. W między czasie dowiedziałam się, że drugi chłopak, który z nami przyszedł - Diego, nie żyje. Dopadły go zombie. W drodze do pokoju natknęłam się na Dean'a.
- Jak głowa? - Spytał.
- Nie jest źle. Nic mi nie będzie - uśmiechnęłam się. - To co z zakładem?
<Dean?>
Etykiety:
Hush
niedziela, 7 czerwca 2015
Od Hush CD Dean'a
- To pomyśl co będzie nocą - odpowiedziałam, podchodząc do zombiaka z napiętym łukiem. - Myślisz, że strzały się jeszcze do czegoś nadadzą? - Spytałam, wyjmując jedną z czaszki chłopaka. - Ou... - Pokazałam Dean'owi przeżarty do połowy grot. Zaczął się cicho śmiać.
- Chyba nie - odparł, znowu siadając na kamieniu.
- Przejdę się trochę - zaproponowałam, patrząc w kierunku lasu.
- Nie oglądałaś nigdy horrorów? - Zawołał brunet. Pokręciłam głową.
- Co to?
- Potem ci wytłumaczę - westchnął, wstając i otrzepując ubranie. - Idę z tobą.
- Jak chcesz... - Ruszyłam powoli w stronę zarośli. Nagle poczułam zapach rozkładanego się ciała. Odgarnęłam liście jakiegoś krzewu i mało co nie zwymiotowałam. Szybko odwróciłam się do Dean'a, zasłaniając ust wierzchem dłoni.
- Znalazłam tą nową - zaczęłam powoli. - Lepiej chodźmy do siedziby. - Ruszyłam z powrotem w stronę miasta. Chłopak chyba też spojrzał w krzaki i sprężystym krokiem podszedł do mnie. Szliśmy w miarę szybko, chowając się miedzy budynkami.
- Jesteś pewien, że idziemy w dobrym kierunku? - Zapytałam, patrząc na słońce.
- Słońce idzie tam - Dean wskazał w przeciwną stronę. - To znaczy, że wschód jest tam co nie?
- No w sumie... To tak... Ale... - Zaczęłam się gubić. Spuściłam głowę, przyśpieszając kroku. Zza zakrętu wyłoniły się kolejne trzy zombie. Dwie kobiety i mężczyzna. Oboje wyglądali podobnie jak chłopiec, którego pozbyliśmy się wcześniej.
- Wychodzą tylko nocą - usłyszałam za sobą prychnięcie. - Jakoś zaczynam wątpić.
- Pamiętaj, że nie możesz dać się zranić - przypomniałam, posyłając strzałę w pierwszego z nich. Udało mu się zrobić unik. Zaczęli na nas biec. Udało mi się zabić jednego z nich. Drugi oberwał z glana, kiedy za bardzo się zbliżył. Kiedy upadł, wbiłam mu nóż po rękojeść w głowie.
- Fuj... - Wytarłam jego ślinę o truchło i wyrwałam ostrze, zanim przeżre je to choIerstwo. Dean spokojnie czyścił broń o jakaś szmatkę.
- Łap - rzucił mi ją. Chwyciłam, wycierając dłonie oraz nóż. Ruszyliśmy dalej. Wyszliśmy z miasta, chyba kierując sie w stronę siedziby.
- Co to jest horror? - Spytałam nagle, nie odrywając wzroku od ziemi.
- Chyba nie - odparł, znowu siadając na kamieniu.
- Przejdę się trochę - zaproponowałam, patrząc w kierunku lasu.
- Nie oglądałaś nigdy horrorów? - Zawołał brunet. Pokręciłam głową.
- Co to?
- Potem ci wytłumaczę - westchnął, wstając i otrzepując ubranie. - Idę z tobą.
- Jak chcesz... - Ruszyłam powoli w stronę zarośli. Nagle poczułam zapach rozkładanego się ciała. Odgarnęłam liście jakiegoś krzewu i mało co nie zwymiotowałam. Szybko odwróciłam się do Dean'a, zasłaniając ust wierzchem dłoni.
- Znalazłam tą nową - zaczęłam powoli. - Lepiej chodźmy do siedziby. - Ruszyłam z powrotem w stronę miasta. Chłopak chyba też spojrzał w krzaki i sprężystym krokiem podszedł do mnie. Szliśmy w miarę szybko, chowając się miedzy budynkami.
- Jesteś pewien, że idziemy w dobrym kierunku? - Zapytałam, patrząc na słońce.
- Słońce idzie tam - Dean wskazał w przeciwną stronę. - To znaczy, że wschód jest tam co nie?
- No w sumie... To tak... Ale... - Zaczęłam się gubić. Spuściłam głowę, przyśpieszając kroku. Zza zakrętu wyłoniły się kolejne trzy zombie. Dwie kobiety i mężczyzna. Oboje wyglądali podobnie jak chłopiec, którego pozbyliśmy się wcześniej.
- Wychodzą tylko nocą - usłyszałam za sobą prychnięcie. - Jakoś zaczynam wątpić.
- Pamiętaj, że nie możesz dać się zranić - przypomniałam, posyłając strzałę w pierwszego z nich. Udało mu się zrobić unik. Zaczęli na nas biec. Udało mi się zabić jednego z nich. Drugi oberwał z glana, kiedy za bardzo się zbliżył. Kiedy upadł, wbiłam mu nóż po rękojeść w głowie.
- Fuj... - Wytarłam jego ślinę o truchło i wyrwałam ostrze, zanim przeżre je to choIerstwo. Dean spokojnie czyścił broń o jakaś szmatkę.
- Łap - rzucił mi ją. Chwyciłam, wycierając dłonie oraz nóż. Ruszyliśmy dalej. Wyszliśmy z miasta, chyba kierując sie w stronę siedziby.
- Co to jest horror? - Spytałam nagle, nie odrywając wzroku od ziemi.
<Dean?>
Etykiety:
Hush
Od Hush
Parę głębszych oddechów. Stoimy w trójkę w ciemności. Pierwsza trójka, która miała opuścić podziemie, zaraz po przywódcach frakcji. W sumie to nie wiedziałam za dużo o Lenie. Widziałam ją kilka razy podczas treningów i nic oprócz tego. Popatrzyłam jeszcze raz po swoich towarzyszach. Byłam najmłodsza z nich wszystkich. Blondyn o niebieskich oczach, chyba Diego o ile mnie pamięć nie myli, miał dwadzieścia lat. Drugi, wysoki brunet, Dean, też starszy. Oboje wydawali się być bardzo skupieni. Wpatrywali się w właz nad nami, czekając na pierwsze strumienie światła. Nagle rozległ się dźwięk przesuwanej pokrywy. Zamknęłam oczy, porażona słońcem.
- O matko... - Jęknęłam, zasłaniając twarz dłońmi.
- Chodźcie szybko, póki jeszcze ich nie ma - ponagliła nas Lena. Po kolei zaczęliśmy wychodzić na zewnątrz. Zamrugałam parę razy, by przegonić ciemne plamki sprzed oczu. - Dobra. Musimy być w miarę cicho. Zombiaki mają świetny słuch - ostrzegła nas blondynka, rozglądając się co chwilę dookoła. Dla ostrożności nałożyłam strzałę na cięciwę łuku, trzymanego w dłoni.
- Gdzie idziemy? - Spytał Dean, bawiąc się trzymanym w dłoni nożem.
- Do nocy mamy spokój. - Zaczęła Lena. - Póki co możemy iść do głównej siedziby.
- Tak po prostu? - Zdziwił się Diego.
- One i tak nie wychodzą w dzień - zauważyłam cicho. - A nie ma co pchać kija w mrowisko. Martwy nic nie pomożesz - odchrząknęłam, wzrokiem przeczesując okolicę.
- Czy z wami nie miało być jeszcze jakiejś dziewczyny? Wasza dwójka tu zostaje - Zarządziła Przywódczyni, wskazując na mnie i Deana. - Jak już przyjdzie, macie kierować się na wschód. Cały czas.
- Okej - westchnął chłopak. Pokiwałam głową na znak, że rozumiem. Po chwili zostaliśmy sami.
- O matko... - Jęknęłam, zasłaniając twarz dłońmi.
- Chodźcie szybko, póki jeszcze ich nie ma - ponagliła nas Lena. Po kolei zaczęliśmy wychodzić na zewnątrz. Zamrugałam parę razy, by przegonić ciemne plamki sprzed oczu. - Dobra. Musimy być w miarę cicho. Zombiaki mają świetny słuch - ostrzegła nas blondynka, rozglądając się co chwilę dookoła. Dla ostrożności nałożyłam strzałę na cięciwę łuku, trzymanego w dłoni.
- Gdzie idziemy? - Spytał Dean, bawiąc się trzymanym w dłoni nożem.
- Do nocy mamy spokój. - Zaczęła Lena. - Póki co możemy iść do głównej siedziby.
- Tak po prostu? - Zdziwił się Diego.
- One i tak nie wychodzą w dzień - zauważyłam cicho. - A nie ma co pchać kija w mrowisko. Martwy nic nie pomożesz - odchrząknęłam, wzrokiem przeczesując okolicę.
- Czy z wami nie miało być jeszcze jakiejś dziewczyny? Wasza dwójka tu zostaje - Zarządziła Przywódczyni, wskazując na mnie i Deana. - Jak już przyjdzie, macie kierować się na wschód. Cały czas.
- Okej - westchnął chłopak. Pokiwałam głową na znak, że rozumiem. Po chwili zostaliśmy sami.
<Dean?>
Etykiety:
Hush
Od Hush "Historia"
- Gonisz! - Starszy brat popchnął mnie na ziemię, po czym uciekł.
- Mamoo! - Zaczęłam krzyczeć, zalewając się łzami. Starsza kobieta podeszła do mnie, pomagając mi wstać.
- To tylko małe zadrapanie. Widzisz? - Chusteczką starła krew z rozdartego kolana.
- Yhym - pokiwałam głową, patrząc w stronę ganku. Tata jak zawsze siedział na bujanym fotelu i palił fajkę. I takim go zapamiętałam. Starszy mężczyzna, z brodą oraz okularami w drucianych oprawkach. Jeśli się skupię, potrafię przywołać w myślach jego niski, tubalny głos. Ale on nie żyje. Pewnej nocy uciekł z domu i wyszedł na powierzchnię. Matka się załamała. Zamknęła się w sobie, nie odpowiadając na płacze oraz nawoływania własnych dzieci. Nicolas miał wtedy siedemnaście lat, a ja dziesięć. Jednego dnia zachowywał się dziwnie. Był strasznie spięty. Ręce drżały mu i cały się pocił.
- Hush. Pamiętaj, że cię kocham jasne? - Spytał nerwowo, chwytając mnie z ramiona. - Matka też cię kocha. Przepraszam mała... - Prawie się rozryczał. Teraz już wiem czemu taki był Poszłam normalnie do szkoły, a kiedy wróciłam... Już nie żył. Strzelił sobie w głowę. Nie wytrzymał tego wszystkiego. Zostałam tylko ja, razem z nieobecną matką. Nauczyłam się sobie radzić. Innego wyjścia nie było. Kiedy podrosłam, przyszła do nas jakaś kobieta. Poinformowała mnie, że zostałam wybrana do wyjścia na zewnątrz.
- Myślałam, że to niemożliwe... - pokręciłam głową, przykrywając matkę kocem. - Zresztą nie mogę. Muszę się nią zajmować...
- Nie bój się. Znajdziemy dla niej opiekę - brunetka posłała mi promienny uśmiech. Faktycznie. Pod wieczór przyjechali jacyś mężczyźni, którzy zabrali ją do domu pomocy. Od następnego dnia zaczęłam treningi. Próbowałam trzymać się z boku na tyle, na ile było to możliwe. Wydawało mi się, że większość z nich się zna. Byłam obca. Mimo wszystko szło mi dobrze. Byłam jedną z lepszych dziewczyn z mojego roku. Zresztą nie ma to znaczenia. Tam na górze liczy się to, kto szybciej myśli, celniej strzela i potrafi dobrze uciekać. Mam nadzieję, że kilka lat treningu na coś się przyda.
- Mamoo! - Zaczęłam krzyczeć, zalewając się łzami. Starsza kobieta podeszła do mnie, pomagając mi wstać.
- To tylko małe zadrapanie. Widzisz? - Chusteczką starła krew z rozdartego kolana.
- Yhym - pokiwałam głową, patrząc w stronę ganku. Tata jak zawsze siedział na bujanym fotelu i palił fajkę. I takim go zapamiętałam. Starszy mężczyzna, z brodą oraz okularami w drucianych oprawkach. Jeśli się skupię, potrafię przywołać w myślach jego niski, tubalny głos. Ale on nie żyje. Pewnej nocy uciekł z domu i wyszedł na powierzchnię. Matka się załamała. Zamknęła się w sobie, nie odpowiadając na płacze oraz nawoływania własnych dzieci. Nicolas miał wtedy siedemnaście lat, a ja dziesięć. Jednego dnia zachowywał się dziwnie. Był strasznie spięty. Ręce drżały mu i cały się pocił.
- Hush. Pamiętaj, że cię kocham jasne? - Spytał nerwowo, chwytając mnie z ramiona. - Matka też cię kocha. Przepraszam mała... - Prawie się rozryczał. Teraz już wiem czemu taki był Poszłam normalnie do szkoły, a kiedy wróciłam... Już nie żył. Strzelił sobie w głowę. Nie wytrzymał tego wszystkiego. Zostałam tylko ja, razem z nieobecną matką. Nauczyłam się sobie radzić. Innego wyjścia nie było. Kiedy podrosłam, przyszła do nas jakaś kobieta. Poinformowała mnie, że zostałam wybrana do wyjścia na zewnątrz.
- Myślałam, że to niemożliwe... - pokręciłam głową, przykrywając matkę kocem. - Zresztą nie mogę. Muszę się nią zajmować...
- Nie bój się. Znajdziemy dla niej opiekę - brunetka posłała mi promienny uśmiech. Faktycznie. Pod wieczór przyjechali jacyś mężczyźni, którzy zabrali ją do domu pomocy. Od następnego dnia zaczęłam treningi. Próbowałam trzymać się z boku na tyle, na ile było to możliwe. Wydawało mi się, że większość z nich się zna. Byłam obca. Mimo wszystko szło mi dobrze. Byłam jedną z lepszych dziewczyn z mojego roku. Zresztą nie ma to znaczenia. Tam na górze liczy się to, kto szybciej myśli, celniej strzela i potrafi dobrze uciekać. Mam nadzieję, że kilka lat treningu na coś się przyda.
Etykiety:
Hush
Hush Valentine opuszcza podziemia!
"Niczego nie żałuję. Czasami po prostu nie było warto."
Zwiadowca/ Wschód
Etykiety:
Hush
Subskrybuj:
Posty (Atom)