Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lizzie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lizzie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Od Lizzie CD Leny

-Mam być szczera? Bywało gorzej -odpowiedziałam.
-Doprawdy? -zapytała.
-Oj, uwierz mi. Nie jest łatwo żyć na własną rękę od 14 roku życia bez żadnych wspomnień. Nie wiedząc co działo się przez tamte 14 lat. Po prostu budząc się w ciemnym zaułku ze szczeniakiem u boku. Ale dobra, koniec wspominania. Idziemy?
-Okej.
Szłyśmy przed siebie. Jakoś nie bardzo spieszyło nam się do siedziby. Nagle zostałyśmy wciągnięte do jakiegoś pomieszczenia. Od razu wyciągnęłyśmy łuki i utawiłyśmy się w pozycji bojowej. Jednak zamiast mutanta czy zombie zobaczyłyśmy normalnego człowieka. Kobietę w ścisłości. Czego ona chce? 
-Nie bójcie się. Nic wam nie chcę zrobić. Mam wam do przekazania jednak bardzo ważną rzecz -powiedziała nieznajoma.

Lena?

Od Lizzie CD Hush

Byłam trochę zmęczona, ale miałam ochotę jeszcze się trochę zabawić. Spojrzałam na Hush.
-Idziemy -powiedziałam.
Wyciągnęłam łuk i spojrzałam na Brightness. Zamerdała jeszcze radośnie ogonem i po chwili stała już w pozycji bojowej. Obejrzałam się w bok. Zaczęłam poruszać ustami mienie przekazując dziewczynie, żeby zaszła ich od tyłu. Chyba zrozumiała o co mi chodzi, ponieważ po chwili straciłam ją z pola widzenia. Nagle zauważyłam kciuk w górze. Hush była już na swojej pozycji. 
-Teraz! -krzyknęłam nagle.
Zaatakowałyśmy. Poszło nam dość sprawnie. Przybiłyśmy sobie piątkę.
-Padły jak muchy -powiedziałam.
Razem zaśmiałyśmy i ruszyłyśmy w stronę siedziby z Bright biegnącą przed nami.
Hush?


Od Lizzie

-Szkoliliśmy was od wielu lat. Musicie sobie poradzić. Jesteście gotowi by uratować nasz świat! Pozbądźcie się tego plugastwa dla nas wszystkich. Jesteście naszą ostatnią nadzieją!
Wyszłam przez właz wcześniej przepuszczając Brightness. Zamknęłam go z powrotem. Zaczęłam się rozglądać po okolicy. Wszędzie czysto. Ruszyłam w kierunku gdzie miała znajdować się główna siedziba. Szłam i szłam kiedy przed sobą zobaczyłam jakiegoś obcego psa. Wyglądał normalnie. Bright ciekawa nowego zaczęła iść w jego stronę. Nagle zauważyłam, że z każdym jej krokiem z różnych zakątków zaczęły wyłaniać się inne psy. Nie, to nie psy. To mutanty. Zauważyłam to dopiero teraz. Szybko wyciągnęłam łuk, który dostałam zanim wyruszyłam.
-Brightness! Uważaj! Atakuj! -wykrzyczałam do psa.
Bright zrozumiała o co mi chodzi. Przyjęła pozycję bojową, spojrzała wrogo na mutanta przed nią i zaczęła warczeć ukazując ostre zęby. Naciągnęłam strzałę na cięciwę.
-Teraz! -krzyknęłam wypuszczając strzałę to najbliższego mutanta.
W tym samym czasie Brigt zaatakowała. Walczyłyśmy zacięcie. Ja z daleka, a Brightness od frontu. Po jakimś czasie mutanty padły. Zauważyłam, że najprawdopodobniej pokonałyśmy całe stado. Schowałam łuk i odetchnęłam z ulgą. Bright przybiegła do mnie machając radośnie ogonem. Wtuliłam się w nią.
-No nieźle, pierwszy raz wyszłaś na powierzchnię i od razu pokonałaś całe stado mutantów -usłyszałam głos za sobą.

< Ktoś?>  

Lizzie Darkmoon opuszcza podziemia

„Prawda boli, szczerość rani, kłamstwo uzależnia.”
Zwiadowca/wschód