Jednego przekułem w momencie kiedy jadł swoją nogę. Ale te stworzenia są głupie. Dalej idąc po zakamarkach gdzie i tak mogę natrafić na smakoszy, którzy się skuszą na mnie. Teraz jestem w miejscu, z którego mogę najwyżej wyjść na ulicę lub wejść do jakiegoś małego budynku. Oczywiście wybieram to drugie rozwiązanie. Powoli otwieram drzwi, w prawej ręce dalej mam nóż w wypadku gdyby za drzwiami czekał na mnie miły gospodarz. Na szczęście na parterze jest pusto
na ziemi leży jedna osoba ale jest już nieżywa. Skąd wiem? No cóż człowieczek jest zmasakrowany i leży z rozprutym brzuchem a dodatkowo nie ma głowy. Krew ciągnie się do piwnicy zamkniętej na kłódkę. Postanawiam poszukać czegoś czym otworzę kłódkę lub czegoś czym ją rozwalę.
Powoli wchodzę na górę. Otwieram drzwi pokoju ale tu pusto i nic tu nie ma prócz powywracanych mebli i ubrań. Sprawdziłem całe piętro ale nić tam nie było. Schodzę z powrotem na dół idę do następnych drzwi. Otwieram i tym razem coś znalazłem na ziemi były poprzewracane narzędzia wziąłem dwa śrubokręty oraz siekierę. Idę do kłódki i jednym silnym uderzeniem rozwaliłem kłódkę. Powoli otwieram drzwi, pomału schodzę w dół, na szczęście piwnica ma okna i wszystko widać. Słyszę jakieś warczenie albo chrapanie jakiegoś wielkiego zwierza.
Idę dalej po śladach krwi aż doszedłem do miejsca gdzie pod ścianą leżała dziwna bestia.
Co to jest!? - Pyta zszokowany.
Mój były przyjaciel. - Odparłem arogancko.
Dobra zostaw go a ja wyznaczę kogoś kto zaniesie to do naukowców.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz